Sztuka rodząca się z chwili
Recenzja wystawy
Twórczość Doroty Lis ujawnia intensywność charakterystyczną dla sztuki art brut – bezpośrednią, nieskrępowaną potrzebę kreacji, wypływającą z wewnętrznego impulsu, a nie z akademickiego rygoru. Autorka, określająca się jako „samouk”, traktuje talent plastyczny jako dar boski, intuicyjny i spontaniczny, pojawiający się w momentach uniesienia. Właśnie te chwile – jasne, nagłe, nasycone energią – stanowią oś jej praktyki artystycznej.
Lis porusza się swobodnie pomiędzy mediami: tworzy dekoracje, makramy, maluje, niekiedy fotografuje, a także eksploruje glinę i drewno. Jej realizacje, powstające w codziennej przestrzeni zajęć Środowiskowego Domu Samopomocy, wyrastają z potrzeby fizycznego kontaktu z materią – z dialogu z jej oporem, fakturą i podatnością na kształt. Artystka podąża za tym żywiołem, pozwalając, by forma rodziła się w sposób naturalny, jakby prowadzona nie tyle świadomą kalkulacją, co wewnętrzną koniecznością.
Wystawa „Dotknąć geniuszu. Geniusz uniesienia” gromadzi prace wyłonione z tego właśnie procesu: pełne ekspresji, momentami kruche, innym razem zdecydowane, zawsze jednak szczere i bezpośrednie.
Jako główne danie (gdyż najmocniej wyeksponowane) widz otrzymuje makramy, królujące n dwóch ścianach galerii. Wzory są proste i estetyczne, barwy stonowane (biele i beże), a całość przyjemna dla oka. Na ścianie głównej makramy oflankowane są z jednej strony nieco naiwnymi wizerunkami kobiet, mogącymi przywodzić na myśl szkice żurnalowe; z drugiej zaś – znacznie ciekawszej – zgrupowanymi abstrakcjami. Artystka zdradziła w rozmowie, że część prac powstała pierwotnie jako tła do fotograficznych „montaży” autorstwa jej syna, jednak ich nieoczywistość sprawia, że doskonale prezentują się jako pełnoprawne dzieła – niejednoznaczne, a przez to będące źródłem mnogości interpretacji.
Osobnym elementem wystawy są motywy kwiatowe, zaprezentowane w różnorakiej odsłonie – od prostych, niewielkich, monochromatycznych szkiców, po wielobarwne, duże płaszczyzny. Od razu oko przyciąga dbałość o szczegóły i dokładność w odwzorowaniu detali, a mnogość technik wskazuje na swoiste „poszukiwanie” własnego środka wyrazu. W mojej opinii siła tkwi tu w prostocie, więc „mniej znaczy więcej” – monochromatyczne szkice-zarysy kwiatowych kształtów, niczym rysunki w domowych zielnikach, tchną mocą organicznej estetyki.
Tym samym Dorota Lis zaprasza odbiorcę do doświadczenia pierwotnej radości tworzenia. W jej pracach można niemal usłyszeć puls uniesienia, ten krótkotrwały błysk, w którym rodzi się obraz. To sztuka, która nie szuka uzasadnień. Nie podporządkowuje się estetycznym konwencjom. Jest zapisem obecności – śladem chwili, w której twórca i materia spotykają się w jednym geście.
Dorota Lis
Dotknąć geniuszu. Geniusz uniesienia
3 – 28 marca 2025 r.